Między majem a wrześniem
Tekst
Pierwszy wyjazd w maju pachnie jeszcze chłodem,
ziemia pamięta zimę, ale już nie protestuje.
Otwieram sezon jak stare okno,
które skrzypi, lecz czekało.
[Zwrotka 1]
Od maja do września znikamy na weekendy,
miasto zostaje w lusterku jak niedokończona rozmowa.
Droga prowadzi nas między drzewa,
tam gdzie asfalt oddaje miejsce piachowi.
Leśna Polana w Boguszach koło Prostek
nie potrzebuje drogowskazów ani reklamy.
Altanka z drewna, trochę krzywa, trochę nasza,
i przyczepa, co zimą śni o lipcu.
Wystarczy otworzyć drzwi,
i już wiadomo, że wróciliśmy.
[Pre-Refren]
Tu nikt nie pyta kim jesteś w tygodniu.
Wystarczy, że przyjechałeś.
[Refren]
Między majem a wrześniem oddychamy pełniej,
tu każdy ma swoje miejsce przy ogniu.
Zostawiamy miasto za linią drzew,
i wracamy do siebie co tydzień.
Jeśli masz swoją polanę,
to wiesz, że to dom na lato.
[Zwrotka 2]
Poranna kawa w kubku bez kompletu,
smakuje jak wolność podana bez cukru.
Ktoś przynosi świeże drewno,
ktoś naprawia krzesło sprzed lat.
Telefon leży twarzą do stołu,
niech świat chwilę radzi sobie sam.
Dzieci biegną jakby lato było nieskończone,
a jezioro zbiera nasze sekrety.
Są rozmowy, które kończą się śmiechem,
i takie, które kończą się ciszą.
Obie są potrzebne.
[Zwrotka 3]
Zbieramy się przy przyczepie gastronomicznej,
tam światło pali się bez przerwy.
Ania kręci swoje magiczne kebaby,
śmieje się i woła, że już gotowe.
Obok bilard, kule stukają równo,
ktoś bierze rewanż za poprzedni weekend.
Kebsy i browary stoją na stolikach,
rozmowy płyną bez początku i końca.
Tu nikt nie musi się przedstawiać,
wystarczy być.
[Refren]
Między majem a wrześniem oddychamy pełniej,
tu każdy ma swoje miejsce przy ogniu.
Zostawiamy miasto za linią drzew,
i wracamy do siebie co tydzień.
Jeśli masz swoją polanę,
to wiesz, że to dom na lato.
[Zwrotka 4]
Są tu ludzie, którzy znają każdy zakręt drogi,
Waldek i Iwona, od pierwszego dnia.
Pilnują porządku i ciszy nad wodą,
ale zawsze znajdą chwilę na rozmowę.
Wiedzą kto przyjechał, kto wróci za tydzień,
kto potrzebuje drewna, a kto tylko herbaty.
Dzięki nim to miejsce trzyma się razem,
jakby miało swoje własne serce.
[Zwrotka 5]
Sierpień zaczyna pachnieć końcem,
choć nikt nie mówi tego głośno.
Wieczory robią się krótsze,
ogień szybciej stygnie.
Patrzę na altankę jak na kalendarz z drewna,
każda rysa to inny weekend.
Przyczepa zamyka się ciężej,
bo wrzesień stoi już w drzwiach.
[Bridge]
Nie chodzi o miejsce.
Chodzi o ludzi, którzy wracają.
O to, że między majem a wrześniem
świat jest prostszy o połowę.
Można usiąść bez pośpiechu
i nie tłumaczyć się z ciszy.
[Refren]
Między majem a wrześniem oddychamy pełniej,
tu każdy ma swoje miejsce przy ogniu.
Zostawiamy miasto za linią drzew,
i wracamy do siebie co tydzień.
Jeśli masz swoją polanę,
to wiesz, że to dom na lato.
Między majem a wrześniem…
zawsze wracamy.
← Wróć do listy