Taksówkarz na apce

Tekst

[Zwrotka 1]
Włączam aplikację, miasto mruga okiem,
jestem tylko punktem pod zielonym stokiem.
Telefon drży krótko — jakby mówił „teraz”,
a ja już wiem, że noc znów będzie szczera.
Elastyczność brzmi jak obietnica z plakatu,
„Sam decydujesz” — w teorii, nie w temacie.
Bo kiedy wpadnie kurs, masz kilka sekund ciszy,
zanim algorytm zdecyduje, czy cię słyszy.

[Refren]
To jest tryb online, zwykły stan,
klient z tyłu, przede mną plan.
Jedzie ze mną rata i paliwa smak,
ile zostanie, gdy skończy się znak?
To jest tryb online, wolność na raty,
kurs za kursem, jak paciorki straty.

[Zwrotka 2]
Mówią: zarobisz, jeśli dobrze trafisz porę,
weekend, deszcz, lotnisko, dworce.
W dzień to ruletka, w nocy teatr,
ktoś wraca z randki, ktoś z kłótni — bez braw.
Sześć godzin mija jak jedna minuta,
plecy pamiętają każdy zakręt skrótu.
Stawka rośnie, stawka spada,
ekran świeci jak wyrocznia miasta.

[Zwrotka 3]
Łomża nie Warszawa, tu kurs to rozmowa,
trzy kilometry i już inna połowa.
Dworzec cichy jak niedzielny handel,
pod galerią światło, które zawsze gaśnie nagle.
Most nad Narwią świeci jak obietnica,
ale ruch mały, więc i kasa skromnica.
Tu każdy zna każdego z widzenia przynajmniej,
a rating waży więcej niż w większym mieście bajer.
Czasem pół godziny ciszy pod blokiem z wielkiej płyty,
aplikacja milczy, jakby świat był wyłączony z sieci.
Wiesz, że tu nie wygrasz skalą ani sprintem,
tu się zarabia cierpliwością i spokojnym silnikiem.

[Zwrotka 4]
I jeszcze oni — z walizką i stresem,
„Przyjechałem na wczasy z prawem jazdy” — pół żartem, pół szeptem.
WORD jak kurort, hotel blisko ronda,
kilka dni napięcia i marzenie o Hondzie.
Wożę ich rano pod egzaminacyjną bramę,
milczą jak przed werdyktem w nieznanej sprawie.
Jedni wracają z uśmiechem szerokim jak Narwiański most,
inni patrzą w szybę, jakby świat zgasił głos.
Łomża dla nich to mapa jednego skrzyżowania,
dla mnie — codzienność, bez fanfar i wygrania.

[Zwrotka 5]
Corolle sedan za osiem stów tygodniowo,
wolność w leasingu, podpis pod umową.
Zanim zatankuję marzenia do pełna,
już wiem, że rata będzie wierna.
Każdy kurs to cegła pod czynsz dla blachy,
każde „anuluj” zostawia ślad w rachunkach.
Silnik mruczy spokojnie, jakby nie wiedział,
że pracuje też na to, by sam siebie spłacał.

[Refren]
To jest tryb online, zwykły stan,
klient z tyłu, przede mną plan.
Jedzie ze mną czas i cichy gniew,
kto tu kieruje — ja czy sieć?
To jest tryb online, wolność na raty,
kurs za kursem, bez gwarancji zapłaty.

[Zwrotka 6]
Nie ma urlopu w ikonach na mapie,
nie ma chorobowego w deszczu na klapie.
Jest tylko gwiazdka przy moim imieniu
i ocena jak werdykt w milczeniu.
Czasem rozmowa leczy jak bandaż,
czasem cisza waży więcej niż bagaż.
A ja dowożę punktualnie jak trzeba,
choć nikt nie pyta, ile mnie kosztuje nieba.

[Bridge]
Algorytm nie śpi.
Nie pyta, czy zmęczony.
On tylko sprawdza,
czy nadal jestem włączony.

[Refren]
To jest tryb online, asfaltowy sen,
Łomża miga w tylnym lusterku cieniem.
Jeśli jutro znów zapali się znak,
wsiądę.
Bo taka jest gra.

[Outro]
Wyłączam aplikację.
Most pusty.
Silnik stygnie.
I dopiero wtedy słyszę siebie

Biała Corolla płatna 800 zł/tygodniowo z zielonym napisem na drzwiach. Jedni jadą na randkę. Inni uciekają z pracy. Ktoś wraca ze szpitala. Chichotek chwilę pracował jako kierowca BOLTa. Łączył punkt A z punktem B. To piosenka o życiu taksówkarza w Bolt/Uber. O kursach, które miały być krótkie, o rozmowach, które miały być przypadkowe, o ciszy, która czasem mówi więcej niż klient. Bez lukru, bez moralizowania. W piosence są przedstawione aspekty lokalne miasta, w którym Chichotek żyje od urodzenia.

← Wróć do listy