Deliverka. Raport z trasy
Tekst
Kolejny slot. Kolejna pętla.
Honda Jazz. Zimna fryta. Ja.
Jedno miasto.
Wszystko się zgadza.
[Zwrotka 1]
Wbijam w apkę, sloty klepnięte od rana,
w aucie frytka i kawa, niedopita, ta sama.
Ranking to bicz, ale mówi, że motywuje,
więc się uśmiecham grzecznie, bo algorytm obserwuje.
Pod Makiem zastój, tłum, telefony jak talizmany,
każdy wierzy, że numer dziś będzie wybrany.
Wchodzi Drwal, król opóźnień, kuchnia ledwo dycha,
„Czekasz”, mówi Tomasz, a we mnie cisza kicha.
Stoję jak znak drogowy, wersja „tymczasowo”,
czas niby leci, ale raczej robi koło.
Śmieję się pod nosem, żeby było normalnie,
bo zmęczenie tu nie liczy się formalnie.
[Refren]
To jest trasa, trasa, luksus dnia codziennego,
Honda Jazz mruczy cicho, reszta głośno chce wszystkiego.
Ciepłe miało być ciepłe — klasyk, znam ten hit,
pinezka pokazuje „tu”, a ja stoję „nie wiem gdzie, więc idź”.
Daj tip, jeśli chcesz, nie czuj się zobowiązany,
algorytm i tak wie lepiej, kto był miły, a kto tani.
[Zwrotka 2]
Ciasny podjazd, Jazz wchodzi jak w rubrykę,
między słupkiem a koszem, precyzja jak w statystyce.
Hamulec, pieszy, stop — i w torbie robi chlup,
cola z Maka wylana, przypomina, że życie to skrót.
Pod fotelem słodka rzeka, plan na jutro się lepi,
ale spokojnie — aplikacja wie, co robi najlepiej.
Pinezka wbita w sad, adres obok adresu,
klient dzwoni z pretensją, ja słucham w trybie „bez sensu”.
Jadę dalej, bo „zaraz” tu znaczy „kiedyś”,
te same światła, ten sam blok, nowy powód do cierpliwości.
Miasto nie pyta, czy dziś masz na żarty,
ono tylko sprawdza, ile jeszcze zniesiesz warty.
[Zwrotka 3]
Szpital, SOR, burger w przerwie między alarmami,
„dzięki” bez spojrzenia — wracam pod światłami.
Psychiatryk, cisza, torba pełna „normalności”,
słodycze, picie, trochę chwilowej radości.
Domofon brzmi jak żart z kiepskim timingiem,
podaję paczkę przez śluzę, drzwi robią „koniec”.
I myślę sobie krótko, bo tyle wystarczy:
to miasto nie jest złe — ono tylko testuje nerwy.
[Refren]
To jest trasa, trasa, luksus dnia codziennego,
Honda Jazz mruczy cicho, reszta głośno chce wszystkiego.
Ciepłe miało być ciepłe — klasyk, znam ten hit,
pinezka pokazuje „tu”, a ja stoję „nie wiem gdzie, więc idź”.
Daj tip, jeśli chcesz, albo po prostu zniknij,
system i tak zapisze, że wszystko było „pięknie”.
[Zwrotka 4]
Apteka nocą, sprawa delikatna,
prezerwatywy i żele — rutyna prywatna.
Kamienna twarz, zero komentarzy,
każdy tu udaje, że nic się nie zdarzyło.
On bierze paczkę, znika jak z reklamy,
ja wracam do Hondy, lofi robi mi klimat.
To tylko towar, kolejna kropka na mapie,
ranking się odświeża — i już wie, co o mnie myśleć.
[Zwrotka 5]
„Klient nie odbiera” — spróbuj jeszcze raz,
stoję pod klatką, robię to, co każe czas.
Nic. „Zrób zdjęcie” — okej, mam pamiątkę,
i kolację, której nikt nie chciał na randkę.
Zimny burger, cola, sukces połowiczny,
stracony czas — niewidoczny, ale liczny.
Mandat za wycieraczką, „to tylko chwilka”,
system rozumie wszystko… oprócz człowieka.
I tak się kręci ta robota, dzień po dniu,
ja dowożę „jak trzeba”, miasto mówi „no i tu”.
[Outro]
Kod odbioru: 7200. Zgadza się.
Do jutra, miasto.
← Wróć do listy